Subiektywny przewodnik po Nowym Roku

Pięć, cztery, trzy, dwa, jeden, mamy Nowy Rok! Tak krzyczeliśmy wszyscy jeszcze kilka dni temu, a dziś z tych sylwestrowych emocji zostało tylko niedowierzanie, że w dacie ta siódemka zamiast szóstki. Ewentualnie rozbity wazon czy dywan z potężną plamą, ale kto by się przejmował. Wazon się sklei (dziś pęknięcia przecież w modzie, a i pobawić się w układanie porcelanowych puzzli nie zaszkodzi), a dywan wrzuci do kotła z odplamiaczem. Jest coś ważniejszego: poczucie, że mamy przed sobą kolejnych kilkaset dni pod szyldem ROK 2017. I choć planować, zmieniać i kształtować swoje życie możemy od 8 października, to jakoś wolimy to robić właśnie teraz. Teraz jest motywacyjny kop od świata, wszystkie wiatry sprzyjają i niezapisana księga z każdym kolejnym dniem kusi.

To za mało. To dużo, ale wciąż za mało. Kiedy zabraknie mi motywacji, kiedy znów nie będzie tłoku na siłowni, kiedy dostanę okres, kiedy powinie mi się noga, albo nawet zdarzy mi się niefortunny upadek ze schodów przy okazji; co wtedy? Najpierw nic. Potem płacz i zgrzytanie zębów. A potem jeszcze rezygnacja. Z przytupem, żeby było wiadomo, że to były duże cele i upadek jest na tyle duży, że podniesienie się jest tak możliwe, jak zapanowanie pokoju na całym bożym świecie. Jeden gorszy dzień zaprzepaszcza możliwość na dziesięć dobrych. Nie wierz w to. Niech ja w to nie wierzę i nie wierz Ty. Naucz się dyscypliny. Tego życzę również sobie i jest to moje pierwsze postanowienie. Samodyscyplina. Jakiś czas temu wskoczyłam na kolejny level edukacji: szkoła średnia. Tu nikt nie biega za Tobą i jedyną, której jeszcze nie poprawiłeś. Nie obchodzi czy jesteś na lekcji czy masz 58 nieusprawiedliwionych ocen. Trzeba spiąć tyłek i zadbać o siebie. Wziąć za siebie odpowiedzialność. Nauczyć się samodyscypliny. To trywialne, ale na początku było dla mnie małym szokiem. Szok minął, a ja nie najgorzej radzę sobie w liceum. I uczę się, choć bardzo bardzo opornie, to uczę wciąż dyscypliny.

Gdybym rok temu nie przestała robić rzeczy,  na których w dłuższej perspektywie mi zależy, byłabym dzisiaj zupełnie gdzie indziej. Pewnie gdzieś o wiele, wiele dalej. Nie mam żalu: ani do czynników zewnętrznych, ani do siebie. Jest super tak jak jest, ale jednak… Rok minął, a mi w kilku przypadkach nadal zależy na tym samym. I gdybym trzymała nad sobą mały bat uporu, to teraz łatwiej byłoby mi pisać te słowa.

Rok temu chciałam prowadzić bloga. Kiedyś pisałam więcej, teraz piszę mniej, ale ponoć znośnie. Wiążę poniekąd swoją przyszłość z pisaniem, dlatego wypadałoby pisać. A mi po opublikowaniu jednego posta…. przestało się chcieć. Bo byłam zmęczona, śpiąca, rozkojarzona i pewnie jeszcze wkurzona 😀 I tak koncepcja umarła śmiercią naturalną. Dlatego próbuję raz jeszcze, tak się składa, że od stycznia, ale próbowałam jeszcze w maju, próbowałam we wrześniu… No ale to kolejna dobra wymówka, by zacząć coś robić. Więc robię.

Publikuję ten post. Jeśli go czytasz, wiedz, że 1:0 dla mnie. Jedna bitwa wygrana, będzie jeszcze milion. No, w porywach do czterech milionów 😉

Dyscypliny można się nauczyć, tak przynajmniej mi się wydaje. Jak dowiem się czegoś więcej w tym temacie, dam znać 😉

Dobroci, Faustyna

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s