One Little Word- czy to ma sens?

Ile ludzi, tyle opinii, również na temat planowania. Idąc tym tropem dalej, ile ludzi, tyle metod planowania. Dla jednej osoby idealnym rozwiązaniem będzie planowanie długoterminowe, sztywno nastawione na konkretne profity. Dla innej osoby najlepszą opcją będzie planowanie bardzo elastyczne, opierające się o zupełnie inne metody i strategie niż w przypadku pierwszej osoby. To normalne, naturalne i zdrowe. W końcu każdy jest inny, jak więc mogłaby istnieć „jedyna słuszna” metoda planowania? A no nijak, dlatego nie mówię, że ta, którą zaraz opiszę, będzie lekarstwem na niepowodzenia organizacyjne 7 miliardów ludzi. Jednak dla części z tych osób może okazać się pomocna.

One Little Word, czyli w języku polskim Jedno Małe Słowo. Jak jednak wiadomo nie spolszczamy nazw, więc niech zostanie OLW 😀 O co chodzi? Już wyjaśniam!

Nie dotarłam do źródeł tego systemu, co jednak nie przeszkadza czerpać z niego. A to dlatego, że ponad rok temu trafiłam na post Aliny z Design Your Life, w którym autorka bloga przedstawiła tę metodę i swoje słówko na rok 2016. Czytałam jeszcze artykuły na ten temat u Kasi z Worqshop. A tak prezentuje się jej tegoroczny post o OLW i celach. Warto przeczytać.A ja w 2016 spróbowałam po raz pierwszy…

One Little Word polega na tym, że wybieramy jedno słowo, które ma być dla nas drogowskazem na cały najbliższy rok. Jest to w danym momencie najważniejsze dla nas słowo i chcemy w jakiś sposób może nawet troszkę podporządkować się mu, choć tak naprawdę nie ma sztywnych reguł polegających na skupianiu się wokół słowa w 100%. Za to dobrze jest budować wokół niego różne aspekty życia.

W moim przypadku padło wtedy na słowo: ODWAGA. Było ono dla mnie w tamtym momencie najważniejsze, postanowiłam więc skupić się na nim bardziej w 2016 roku. Wiecie co? To był niesamowity rok! Najlepszy z dotychczasowych, jakie przeżyłam. Był też bardzo odważny 😉 Jeśli chcecie poczytać trochę na temat tej „odwagi” piszcie w komentarzach. Btw, czy ktokolwiek to czyta? 😀 Dobrze, wracając do tematu, dużo rzeczy zrobiłam po raz pierwszy, przełamałam strachy i kilkukrotnie rzuciłam się na głęboką wodę. I wciąż żyję, i mam się świetnie.

One Little Word to samospełniająca się przepowiednia!

Kiedy wybierasz słowo, podświadomie koncentrujesz się na nim i cały świat sprzyja ci w realizacji rzeczy związanych z nim. Tak to pięknie działa. Może na początku nie zauważysz życiowej zmiany, ale spokojnie. Jej nigdy na początku nie widać. Często dopiero po dłuższym czasie zauważalny jest niewiarygodnie ciekawy ciąg przyczynowo – skutkowy 😉

Moim One Little Word na rok 2017 jest uwaga… BALANS. Dlaczego? O tym już niedługo 😉

Zachęciłam Was do wybrania swojego słowa drogowskazu? Warto przynajmniej spróbować, bo efekty mogą wynieść Was z własnych butów!

Dobroci, Faustyna

Reklamy

Subiektywny przewodnik po Nowym Roku

Pięć, cztery, trzy, dwa, jeden, mamy Nowy Rok! Tak krzyczeliśmy wszyscy jeszcze kilka dni temu, a dziś z tych sylwestrowych emocji zostało tylko niedowierzanie, że w dacie ta siódemka zamiast szóstki. Ewentualnie rozbity wazon czy dywan z potężną plamą, ale kto by się przejmował. Wazon się sklei (dziś pęknięcia przecież w modzie, a i pobawić się w układanie porcelanowych puzzli nie zaszkodzi), a dywan wrzuci do kotła z odplamiaczem. Jest coś ważniejszego: poczucie, że mamy przed sobą kolejnych kilkaset dni pod szyldem ROK 2017. I choć planować, zmieniać i kształtować swoje życie możemy od 8 października, to jakoś wolimy to robić właśnie teraz. Teraz jest motywacyjny kop od świata, wszystkie wiatry sprzyjają i niezapisana księga z każdym kolejnym dniem kusi.

To za mało. To dużo, ale wciąż za mało. Kiedy zabraknie mi motywacji, kiedy znów nie będzie tłoku na siłowni, kiedy dostanę okres, kiedy powinie mi się noga, albo nawet zdarzy mi się niefortunny upadek ze schodów przy okazji; co wtedy? Najpierw nic. Potem płacz i zgrzytanie zębów. A potem jeszcze rezygnacja. Z przytupem, żeby było wiadomo, że to były duże cele i upadek jest na tyle duży, że podniesienie się jest tak możliwe, jak zapanowanie pokoju na całym bożym świecie. Jeden gorszy dzień zaprzepaszcza możliwość na dziesięć dobrych. Nie wierz w to. Niech ja w to nie wierzę i nie wierz Ty. Naucz się dyscypliny. Tego życzę również sobie i jest to moje pierwsze postanowienie. Samodyscyplina. Jakiś czas temu wskoczyłam na kolejny level edukacji: szkoła średnia. Tu nikt nie biega za Tobą i jedyną, której jeszcze nie poprawiłeś. Nie obchodzi czy jesteś na lekcji czy masz 58 nieusprawiedliwionych ocen. Trzeba spiąć tyłek i zadbać o siebie. Wziąć za siebie odpowiedzialność. Nauczyć się samodyscypliny. To trywialne, ale na początku było dla mnie małym szokiem. Szok minął, a ja nie najgorzej radzę sobie w liceum. I uczę się, choć bardzo bardzo opornie, to uczę wciąż dyscypliny.

Gdybym rok temu nie przestała robić rzeczy,  na których w dłuższej perspektywie mi zależy, byłabym dzisiaj zupełnie gdzie indziej. Pewnie gdzieś o wiele, wiele dalej. Nie mam żalu: ani do czynników zewnętrznych, ani do siebie. Jest super tak jak jest, ale jednak… Rok minął, a mi w kilku przypadkach nadal zależy na tym samym. I gdybym trzymała nad sobą mały bat uporu, to teraz łatwiej byłoby mi pisać te słowa.

Rok temu chciałam prowadzić bloga. Kiedyś pisałam więcej, teraz piszę mniej, ale ponoć znośnie. Wiążę poniekąd swoją przyszłość z pisaniem, dlatego wypadałoby pisać. A mi po opublikowaniu jednego posta…. przestało się chcieć. Bo byłam zmęczona, śpiąca, rozkojarzona i pewnie jeszcze wkurzona 😀 I tak koncepcja umarła śmiercią naturalną. Dlatego próbuję raz jeszcze, tak się składa, że od stycznia, ale próbowałam jeszcze w maju, próbowałam we wrześniu… No ale to kolejna dobra wymówka, by zacząć coś robić. Więc robię.

Publikuję ten post. Jeśli go czytasz, wiedz, że 1:0 dla mnie. Jedna bitwa wygrana, będzie jeszcze milion. No, w porywach do czterech milionów 😉

Dyscypliny można się nauczyć, tak przynajmniej mi się wydaje. Jak dowiem się czegoś więcej w tym temacie, dam znać 😉

Dobroci, Faustyna

Powitanie

Cześć!

To mój pierwszy post, więc chciałabym się z Tobą należycie przywitać. Mam na imię Faustyna i bardzo miło mi Cię tu gościć. Liczę, że nasza relacja będzie się dobrze układać, bo wierzę, że jesteś wspaniałym człowiekiem, a ja wspaniałych ludzi… lubię 🙂 Liczę też, że słowa, które będą się tu co jakiś czas ukazywać, będą dla Ciebie dobre, co nie znaczy, że proste. Nie zgadzaj się ze mną ile wlezie, tylko pisz mi o tym w komentarzu, możemy się trochę posprzeczać. W tym jest całe to blogowe piękno: Autora i Czytelnika łączy pewna więź. Niech ta więź będzie silna. Tego nam życzę 🙂

Dobroci, Faustyna